Write to me or… send me a skirt!

Polish: Tym razem postanowiłam zaprezentować spódniczkę z tiulu w napisy. Pod spodem znajduje sie warstwa bawełny. Z niej także jest zrobiony pasek, do którego dodałam tasiemkę z aksamitu. Najbardziej ubolewam nad faktem, że pomimo starań nie jestem w stanie odszyfrować w jakim języku są napisy…

Spódnica nadaje się na spotkania z przyjaciółmi. Może bardziej wiosną lub latem… Uszyłam ją już jakiś czas temu, ale przyznam, że zapomniałam o jej istnieniu. Gdy tylko zobaczyłam czarno – biały tiul w oryginalne napisy od razu miałam wizję spódnicy. Ciekawa jestem czy coś innego także mogłoby z niego powstać. Szczerze mówiąc niespecjalnie wyobrażam sobie sukienkę z takiego tiulu… Musiałam do spódnicy dodać element aksamitny, który ostatnio jest moim znakiem rozpoznawczym. Najchętniej wszystko co szyję miałabym ochotę „uaksamicicić”. Pewnie dlatego, że miękkość i niezwykła struktura tego materiału dają poczucie ciepła i komfortu. Może tylko zimą mam ochotę na aksamit…

English: This time I have a pleasure to present a skirt with very particular white hand writing 🙂 Unfortunately, I have no idea what language is that. The belt is made of cotton with a velvet ribbon. I’m not sure why I always have to add  something velvet. That is becoming my signature. I like the structure of this fabric, its softness and delicacy.

Reklamy

Grey ensemble not only for nuns!

Polish: Uszyłam, ale satysfakcji mi ten zestaw nie dał tyle, ile bym chciała! Wydaje mi się, że to chyba przez kolor. Od jakiegoś czasu nosze szarości i nawet dobrze sie w nich czuję. Jednak co innego noszenie spódnicy szarej z bordowa marynarką, a co innego szarość od stóp do głów. Komplet miał być „inny”. Taki jest. Miał być „decontracte”. Taki jest. Miał mieć bardzo charakterystyczny kołnierz, dośc elegancki, ale bez przesady. Taki chyba jest. Miał być wyodny. Taki jest. Mógłby byc trochę dokładniej uszyty (nie jest jednak aż tak krzywy jak na zdjęciu – nie jestem najlepszym fotografem, a na pewno na tyle leniwym, żeby zdjęć nie powtarzać). Materiał, z którego komplet powstał jest dobrej jakości – cienka wełna, miła w dotyku i ładnie się układająca (tak, tak, ładnie).

Inspiracji chyba nie czerpałam z niczego, ot po prostu powstawał i chyba to jest to. Coś powinno mnie zainspirować, jakieś zdjęcie z wycieczki do Indii, krzywizna maski mojego samochodu czy nawet yogini wyginający się na hot yodze, na którą jestem ostatnio zaciągana i pokornie dwa razy się wybrałam… Jedno jest pewne – inspiracja jest kluczowa przy tworzeniu nowych szyciowych dziełek.

Tak, jak widać na zdjęciah – góra jest uszyta prosto (taki model już się pojawiał  w nieco innych wydaniach). Lubię takie rozwiązanie, ale już myślę nad zastosowaniem innego kroju do najbliższych przedsięwzięć. Zapięcie na zatrzaski z koralikami po zewnętrznej stronie dla ozdoby. Koraliki te komponują się  z koralikami, którymi został obszyty granatowy, aksamitny kołnierz. Bez nich zbyt duży smutek panuje w górnej części topu. Z nimi mam z kolei wątpliwości gdzie mam go założyć…

English: And I made it but I don’t feel as much satisfaction as I was supposed to feel. I think the reason lies in the color of my ensemble and a lack of very clear inspiration. Grey is not a joyful color and even some shining additions didn’t do the job. The top was supposed to be comfortable, have a big, characteristic collar, be „different” in a positive meaning and it is so ( in my opinion). So, that must be the color. I admit I could have made it better but it is not so shapeless as in the photos (I’m not a good photographer and in addition to this I’m too lazy to retake photos). Now I’m sure the inspiration is a key element of any creative activity. Sewing for the sake of sewing is not the best way to get a satisfying result.

The fabric I used is a good quality thin wool. There are snap fasteners and the outside is embellished with beads which are well matched with the beads from the collar. The collar is made of dark blue velvet. The beads around the collar makes the top more optimistic. The only thing is that now I’m not sure where shall I wear it…

The faster the greener !

Polish: Tylko 2 godziny mnie dzieliły od bluzki w kolorze trawy. Uwielbiam ciemną zieleń. Nie wiem dlaczego wcale nie jest tak prosto dostać w sklepach materiały o takim kolorze. Jest bardzo twarzowy (zwłaszcza dla brunetek). Mój materiał to bawełna, niezwykle miła w dotyku. Zakupiłam ją w Krakowie, oczywiście 🙂 Uznałam, że czas najwyższy na noszenie tego materiału na sobie. Zabrałam się za szycie o godzinie 22.00, a skończyłam o ok. 24.00.

Cięcie bawełny przebiegło zgodnie z przewidywaniami – kimonowo. Jest to sposób najprostszy na bluzki dość obszerne, ale przy zachowaniu odpowiednich kołnierzy czy wycięć pod szyją oraz niezbyt przesadzonej długości, są zgrabne i mogą ewentulanie zakryć pewne mankamenty w okolicach talii… Poza tym, ich niezaprzeczalną zaletą jest wygoda tego typu ubrań. Tak więc tym razem, podobnie jak w przypadku Going silky… i When I feel down… I sew a blouse rękawy nie posiadają szwów. Zakończone są gumeczką. Dół bluzki jest lekko zwężany.

Oczywiście, jak to zazwyczaj bywa cała zabawa skupiła się na kołnierzu. Tym razem postanowiłam go nie usztywniać. Złożyłam materiał na pół i doszyłam do dekoltu. Następnie końcóki złożyłam razem na przedzie i związałam kawałkiem materiału. Materiał ten z jednej strony przyszyłam, a z drugiej zaopatrzyłam w zatrzaskę. Bluzka musiała posiadać jakiś element stawiający kropkę nad i. Uznałam, że będą nim jasnoszare kryształki. Całość wygląda zupełnie satysfakcjonująco na człowieku (tu mam na myśli siebie), a na manekinie raczej ujdzie, choć furory nie robi… Najbardziej lubię ją nosić do szarej spódnicy, którą sobie uszyłam z wełenki. Powinna ona zostać bohaterką kolejnego wpisu razem z wdziankiem, które jest w fazie koncepcyjno – wykonawczej.

English: This express blouse was made in about 2 hours. The fabric I used is dark green cotton. The whole concept has already been used in two previous projects When i feel down… I saw a blouse oraz Going silky… The blouse is loose enough but thanks to the collar keeps the shape. The emphasis has been put as always on collar. This one is deprived of fiseline. Its two ends meet in the front and are tightened by a little piece of fabric. I added the crystals to embellish my garment. I must admit that it looks better on me than on my dummy. I like wearing it with my grey wool skirt. This skirt will be one of the characters of my next post together with a top which has been in the conceptual and executing phase.

Deep, deep blue with a collar

Polish: No i wreszcie ją sobie uszyłam. Granatowa kurteczka dość obcisła, krótka i świetna do rurek… Jest nawet ocieplana na placeach i w rękawach. Przód już nie, bo obawiałam się, że efekt końcowy może być „bałwani”. Oczywiście punktem wyjścia był kołnierz. Musiał być odpowiednio wielki. Prezentowany składa się z dość dużej ilości materiału, ok. 0,5 m, złożonego na pół a następnie przyszytego do kurtki z małymi zakładkami przy zapięciu. Tym razem postawiłam na klamry zamiast tradycyjnych guzików czy wypieków własnych. Kurteczka została też zaopatrzona w podszewkę. Przyznam jednak, że nie na wszystkich elementach. Nie miałam aż tyle cierpliwości.

Szycie odbyło sie bez wykroju, ale przy dokładnym przyjrzeniu się konstrukcji rękawów i tylnej części starej kurtki. Tył nawet składa sie z trzech części jak nakazują fachowe książki 🙂 W każdym razie kurtka jest uszyta na tyle ok, że chodzę w niej bez żadnych oporów. Muszę też przyznać, że podoba mi się, a zwłaszcza świetnie sie sprawdza z rurkami i długimi wąskimi kozakami.

Do jej uszycia zużyłam ok. 2 m wełny zakupionej w Krakowie 🙂 – tak, tak znowu tam byłam i wydałam mnóstwo kasy na materiały. W drodze powrotnej moja walizka ważyła ok. 20 km za dużo, więc część moich łupów z tekstylnego musiałam zostawić i zostały mi dostarczone w inny, konwencjonalny sposób.Wełna, która podobno jest firmy Iceberg, niestety nie jest tak świetnej jakości na jaką wygląda. Do kurtki zakładam torebkę, która już po pierwszym razie lekko nadwyrężyła strukturę owej Icebergowej wełenki.Trudno jednak, materiał nie był drogi, a jak mi się znudzi już czeka zapas bordowej wełny i futro z perliczki 🙂

apaszka: znaleziona we własnej szafie 🙂

English: This is a tight, dark blue jacket which I made with no pattern (I took my old jacket as an example for the sleeves and back). The fabric I used is wool. It is very, very nice in touch and its structure is absolutely fantastic. Unfortunately, it is not of the best quality even though it is Iceberg (bought in Cracow, Poland). The point of departure for this garment was obviously the collar. This one was made of about 0.5 m of fabric. There is nothing inside it, the wool is thick enough to keep the shape. It looks a little devastated after one walk with a bag on my arm. As soon as it gets more used I will make another one but in a different color (burgundy perhaps :)) .

scarf: found in my own closet

Bon appetit outfit

Polish: Święta, święta i po świętach! Uznałam, że rodzinne spotkanie i wspólne biesiadowanie niemal całymi dniami wymaga odpowiedniego ubrania. Wybór padł na coś, co przypomina boucle, choć jest dość cienkie. Połączyłam ten materiał z bawełną i wyszedł mi pewien praktyczny komplet. Śmiało mogłam w nim jeść na co tylko miałam ochotę bez przejmowania się…

Przy wymyślaniu ubrania, bo oczywiście nie korzystałam z żadnych wykrojów, postawiłam na hasło przewodnie: asymetria. Z tym oto leit motivem zabrałam się do cięcia materiałów. Asymetrię widać wszędzie w swetrze: w kołnierzu (ma być właśnie taki, to nie był wypadek przy pracy i niezdarne ciachnięcie nożycami) i zapięciu (jest z boku). Zapięcie w zasadzie harmonijnie komponuje się z rozporkiem w spódnicy, który też jest lekko z boku. Rękawy są bardzo obszerne, ale krótkie – sięgają lekko za łokieć. Z tyłu kołnierz jest łączony z boucle. Przyznam, że chciałam go trochę poszerzyć i zabrakło mi materiału, stąd to łączenie… Myślę, że jednak całkiem ciekawie wygląda z tyłu. Tradycyjnie sweter jest zapinany na zatrzaski.

Spódnica, która posiada lekko z boku rozporek zapinana jest na suwak. Posiada także podszewkę, dośc krótką, ale konieczną niestety, bo moja bawełna strasznie się elektryzowała do rajstop. Pas stworzyłam z boucle. Pomyślałam, że ze względu na to, że mój sweter jest bardzo krótki – ledwo sięga do pasa, pas spódnicy będzie pełnił funkcję jego przedłużenia, zwłaszcza przy schylaniu się… Całość ozdobiłam śliwkowymi i jasnoszarymi kryształkami (nie, nie Svarowski, zakup na Sycylii – 2 euro sznur).

W ubraniu spędziłam całe święta. Naprawdę się sprawdził. Zakładałam pod niego bawełniane podkoszulki. Muszę przyznać, że bucle, pomimo obszernych rękawów wygodnie się układały pod kurtką. Chyba dzięki temu, że materiał jest dość cienki.

English: This outfit was designed and made for Christmas dinners. I didn’t use any sewing patterns. The garment is loose enough to allow me to eat anything I want. The leit motiv I had while making it was: asymmetry. Asymmetry is noticeable in many places like the collar (it is asymmetrical on purpose it was not a scissors accident), the closure (a little on side and in line with the skirt front fly). The collar on the back is combined with boucle. I admit I wanted to make the collar looser and I needed more fabric… The fabrics are: thin blue and green boucle and cotton.

The skirt has a zipper on side. Its belt is made of boucle. I find it a prolongation of the sweater which is very short so when I bend the skirt belt is doing the sweater job. As embellishments I used crystals in plum and light grey colors.

I spent the Christmas in this outfit I have to admit that I felt really good. It certainly passed the exam for the bon appetit outfit with flying colors 🙂

WSZYSTKIEGO CUDOWNEGO W 2016 ROKU, SPEŁNIENIA MARZEŃ I WIELU KREATYWNYCH POMYSŁÓW!

ALL THE BEST IN 2016, MANY CREATIVE IDEAS TO BE ACCOMPLISHED!!

 

Sublime… in my way

Polish: Jakiś czas temu oglądałam film „Dior and I”. Rzecz o pierwszej kolekcji dyrektora kreatywnego, Rafa Simonsa dla Diora. Muszę przyznać, że zupełnie nie miałam pojęcia jak bardzo stresujęcy dla Rafa Simonsa był pierwszy pokaz mody dla Diora. Pozytywnym zaskoczeniem była świetna atmosfera panująca w pracowni. Pomimo wielkiego stresu, wciąż sprawiali wrażenie, że praca sprawia im przyjemność. Bardzo chciałabym mieć chociaż w 30% tak zdolne ręce dla krawcy Diora! 🙂

Każda udana rzecz komentowana była przez Rafa Simonsa słowem: „sublime”. Strasznie mi się to spodobało. W słowie „sublime” jest zawarte w zasadzie wszystko, co można odnaleźć w słowach: lekkość, świeżość,  elegancja, naturalność, komfort, kobiecość (tak moim zdaniem). Co za oszczędność słów! Po co zbędne gadanie! Jednak w języku polskim „wysublimowany” brzmi jakoś dłużej i jest chyba odrobinę pretensjonalne… Wolę wersję angielską.

Naśladując wilekich świata mody postanowiłam spróbować swoich sił i stworzyć coś „sublime”. Padło na alternatywę dla kostiumu do pracy. Tak, tak, wciąż poszukuję w miarę eleganckich, oryginalnych i przede wszystkim wygodnych alternatyw, bo tradycyjne kostiumy niestety nie do końca do mnie przemawiają, a że w mojej pracy dress code jest jeszcze sztywniejszy niż gdziekolwiek indziej, poszukiwania wciąż trwają i szare komórki mają zajęcie….

Postawiłam na dość grubą czarną wełnę kostiumową, która świetnie się uciąga (musi tam być jeszcze jakiś inny składnik…). Pomysł sam mi przyszedł do głowy po kilkukrotnym rozłożeniu materiału na dywanie 🙂 Wykroju oczywiście nie używałam. Po prostu pewnie nigdzie czegoś takiego bym nie znalazła. Znowu uważam, że wykrój wcale nie był potrzebny. Czasami wystarczy wyobraźnia i dokładne przemyślenie każdego ruchu nożyczek.

Spódnica nie jest nadzwyczajna i przyznaję, że też najbardziej oryginalna nie jest. Jednak w typowych spódnicach w kształcie A czuję się i wyglądam najlepiej. Była już wstępnie prezentowana w poprzednim poście. Początkowo miała być z półkola, ale miałam za mało materiału więc jest chyba z 1/3 koła a może nawet nie. Przy wycinaniu formy sugerowałam się moja starą spódnicą i darowałam sobie wszelkie obliczania. Materiał jest, jak wspomniałam, uciągliwy, to pozwoliło mi na niedodawanie pasa. Nie wszyłam także podszewki.

Góra to czysta fantazja. Rękawki są wycięte po łuku i skośnie przycięte do prostego tułowia. Przy szyi naszyłam pasek z tego samego materiału, w środku umieściłam fizelinę. Pasek zawiązałam w trzy supełki – dwa po bokach i jeden na środku. Następnie przyszyłam. Z tyłu łączenie paska założyłam w coś na kształt supełka. Uznałam, że typowy supeł z tyłu może nie być zbyt praktyczny. Na przyszyty już pasek naszyłam podłużne, czarne koraliki – tylko na widocznuych szwach. W ten sposób nie widać żadnych ściegów. Całość jest podszyta podszewką z lycrą. Żakieto – bezrękawnik jest wkładany przez głowę. Najlepiej wygląda z koszulami jedwabnymi, które równoważą grubą wełnę. Nosiłam kostiumik już do pracy i muszę przyznać, że świetnie zdaje egzamin. Tak, przynam, że jak na moje możliwości, i zgodnie z moimi kryteriami, całość to takie sublime a l’Arlette 🙂

koszula: Dolce & Gabbana


English: The movie I watched some time ago „Dior and I” inspired me to create something „sublime”. This is the word Raf Simons, creative director  at Dior (not any more…) used to describe a good project.

I decided to challenge a regular suit. I have to wear them at work but I’m quite far from liking suits. Since I have a very strict dress code it is quite difficult to pass by regular suits and find something wearable to work and at the same time comfortable and elegant. That’s the reason why I decided to use my imagination and create my first suit replacement. As usually, no sewing patterns were used and the idea is entirely mine 🙂

This ensemble is made of wool (with lycra most probable). The skirt already presented in the previous post is of a letter A shape. The top has curved sleeves. The belt installed around the neck has three knots. There is also one knot like thing on the back. There are some black, long beads added. The ensemble is deprived of visible stitches which is supposed to make overall look more elegant. Personally, I like it and in my opinion and according to my criteria this garment is sublime! I’ve already worn it at work and it’s perfect!

shirt: Dolce & Gabbana

When I feel down… I sew a blouse

Polish: Szycie naprawdę poprawia humor. Od kilku tygodni ogarniała mnie niechęć do wszystkiego. W tym także do szycia. Przez przypadek znalazłam w szafie kawałek materiału w kolorze kości słoniowej. Jakieś dwa lata temu kupiłam go przez internet w Ikea. Miał posłużyć na zasłony. Jednak, gdy tylko do mnie dojechał byłam pewna, że zasłon to z niego sie nie da uszyć. Materiał bardzo sie uciaga, końcówki sie nie strzępią. Jest dość gruby, ale ładnie sie układa. Nie sądzę, żeby miał w składzie bawełnę, ale jest miły dla ciała.  Do uszycia z niego bluzki najbardziej przekonał mnie fakt, że nie trzeba wykańczać brzegów. Tym samym szycie nie zapowiadało się na długie.  Wycięłam kontury mojej bluzki, krój kimono. Nie użyłam przy tym ani miarki, ani mydełka, ani flamastru. Cięłam całkowicie na oko. Wycięłam jeden kawałek – przód i tył jest połączony górną częścią rękawów. Zszyłam pod pachami i wzdłuż tułowia, dodałam kołnierz (a jakże by inaczej!). Okazało się, że część rękawów jest nieco za ciasna, więc je odcięłam i doszyłam kawałek materiału do zawijania. Bluzce czegoś brakowało. Długo (30 min.) zastanawiałam się czego. Kombinowałam z guzikiem ze słoniem, ale to nie było to. W końcu uznałam, że przyszyję kryształki. Miałam wątpliwości, czy po ich doszyciu całość nie będzie wyglądała „tanio”, ale przyznam, że jak nigdy podobały mi się te błyskotki przy szyi. Szycie tak mnie pochłonęło, że zapomniałam, czym się przejmowałam. Po uszyciu teoretycznie była nadzieja, że sobie przypomnę, ale radość z całkiem udanej, bardzo szybko uszytej bluzki przyćmiła zamartwianie się… To naprawdę działa 🙂

Szycie bluzki  z „wykrojem” zajęło mi 1 godz. + przyszycie kryształków ok. 1 godz. Spódnica to też moje wykonanie. Będzie bohaterką nastepnego postu. Wystąpi w duecie…

Pasek: Robako

English: Sewing is the best way to cheer up when you feel down. This blouse was sawn by chance. I found a piece of fabric which I had bought two years ago on Internet for curtain. As soon as I touch it I knew that there will be no curtain out of this piece of stretch fabric. There are no loose threads so no finishing is required. That encouraged me to make a blouse. I’m pretty sure this is no cotton, rather something synthetic I cut the fabric with no meter, with no use of chalk and put the pieces together. As embellishment I finally decided to use crystals.  I was afraid that the whole look would be rather „cheap” with plastic crystals but I have to admit I like the way it looks. I was so absorbed by sewing that I forgot about my problem. After having finished I was glad with the result to the point I still didn’t think about my worries… It really works. Sewing is the best medicine.

The blouse is very comfortable and very nice in touch. Sewing took me about 1 hour + 1 hour of attaching the crystals. The skirt presented in the photo is also made by me. It will be one of two main characters of the next post.

Belt: Robako

 

Yummy grandmummy

Polish: Narzutka jest zrobiona na drutach  z włóczki o bardzo skomplikowanym składzie – chyba 7 składników, z których coś mi mówił tylko moher. Włóczka od razu była dwukolorowa, nic nie kombinowałam z łączeniem kolorów. Całość zrobiona jest najprostszym ściegiem, jaki znam: same prawe, a wychodzą: prawe, lewe, prawe, lewe itd. Nic trudnego, a z każdymi kolejnymi centymentrami miałam satysfakcję z robienia na drutach mojej pierwszej „użytkowej” rzeczy. Narzutka to prostokąt, który jest złożony na pół i zszyty przy szyi oraz zebrany pod pachą z jednej strony. Dodałam frędzle. Pamiętam mój sweterek, który gdy mialam 16 lat zrobiła mi babcia według mojego pomysłu – miał mnóstwo frędzli – na dole i przy rękawach. Bardzo go lubiłam. Dlatego postanowiłam do niego nawiązać i zafrędzlić moją narzutkę. Pocięłam włóczkę na wiele równych kawałków i przeplatałam je do narzutki. Składałam je na pół i tę połówkę przepychałam przez otwory pomiędzy dolnymi oczkami w narzutce, a następnie przez powstałą z włóczki pętelkę przekładałam końcówki i w ten sposób powstały trwałe, solidne frędzle.

Spódnica jest uszyta z weluru. Naszyłam na niego aplikację z tej samej włóczki, z której powstała narzuta. Przyszyłam ją złotą nitką, która komponuje się z połyskującą nicią z mojej włóczki. Spódnica jest bardzo prosta – miała być jeszcze szersza, ale nie wystarczyło mi materiału. Z boku ma wszyty zamek. Welur niestety nie jest tak elegancki jak aksamit, więc naszycie aplikacji z włóczki jak najbardziej wypada i niczego mu nie ujmuje, bo i tak jest wszystkiego co bardziej eleganckie pozbawiony!

Pomysł jest mój i wykonanie, rzecz jasna, również.

W komplecie bardzo lubię chodzić w domu, wieczorami, po pracy. Czuję się w nim trochę babciowato, ale czasami jest to przyjemne uczucie nawet przy 30- stu kilku latach… 🙂

English: The top is a very simply knitting. It is a rectangular shape piece of knitting with fringes all around. It reminds me of my sweater made for me by my grandmother when I was 16 with a huge amount of fringes around waist and sleeves.

The skirt is made of velvet. This time it is not a very noble fabric and a pattern made of knitting was accurate. It is attached with golden thread which goes well with the shiny threat in my knitting. The idea for this outfit is mine. Of course it was also made by me.

I have to admit I feel like a grandmother in this outfit. Sometimes it is very a nice feeling especially during long winter evenings  and the fact that I’m only 30+ years old is not an obstacle 🙂 … This is one of my favorite home outfits.

Shirt revolution

Polish: Od dłuższego czasu szukałam w sklepach koszuli w oryginalnym kroju. Niestety klęska poszukiwań zmusiła mnie do uszycia koszuli według własnego pomysłu. Uzyłam bardzo cienkiej bawełny. Podejrzewam, że nie jest najlepszej jakości. Pewnie też nie jest to typowa tkanina koszulowa z uwagi na dość liczne wady materiału, które musiałam przy cięciu pomijać. Koszula musiała mieć jeden element charakterystyczny. Postawiłam więc, wyjątkowo, na kołnierz. Usztywniłam go fiseliną – H250 (mam nadzieję, że dzięki temu mój opis jest bardziej fachowy). Kołnierz się zawija na dole i zapina na zatrzaski. Ozdobiłam go koronkowymi kwiatkami w kolorze bordowym i gołębim, które wycięłam z kwiatkowych tasiemek. Kołnierz bardzo ładnie stoi, a na dole nie rozchodzi się. Cała koszula jest pozbawiona guzików i posiada jedynie zatrzaski. Przód i tył wykonane są z prostokątów. Rękawy są co prawda lekko zwężane, ale i tak pozostały szerokie. To pozwala na ich podwijanie tak wysoko, jak tylko mi się podoba. Prezentowany krój wybrałam, ponieważ 1. Jestem niecierpliwa i bardzo lubię szybko oglądać efekty mojej pracy; 2. Był to pewien eksperyment jak sprawdzi się inny krój; 3. Kto powiedział, że zawsze trzeba trzymać sie ustalonych wzorów 🙂

W koszuli chodziłam już do pracy i muszę przyznać, że bardzo dobrze się czułam. Postanowiłam rzucić wyzwanie tradycyjnym koszulom i wymyślić jeszcze inne modele. Bardzo możliwe, że przy szyciu nastepnej koszuli  ponownie zerwę z tradycyjnym koszulowym krojem rękawów. Nacisk z pewnością znowu położę na kołnierze… Postaram się też, podobnie jak w tym przypadku, unikać pozostawiania widocznych ściegów. Moim zdaniem, jest to bardziej eleganckie. Im mniej je widać, tym bardziej szykownie wygląda ubranie 🙂

Zapomniałabym dodać, że spódnica ze zdjęcia też jest moim dziełem. Uszyłam ją jakiś czas temu, ale nadal nie mogę się zdecywać jak długą, a raczej jak krótką, mam ją pozostawić. Gdy tylko podejmę tę trudną decyzję, na pewno poświęcę jej caaały post! 🙂 Ucieszy się… 🙂

English: My search for an outstanding shirt has been a failure. That is the reason why I made one by myself. I designed a model with an unusual collar. This becomes a very typical of me because of my deep love to collars… This collar has a snap closure (two snap fasteners) to keep the shape.  As embellishment I used lace flowers in burgundy and dove colors. There are no buttons only snap closures. I try to avoid visible stiches. In my opinion that looks more elegant. The less stiches the more chic look. Front and back are rectangular. Sleeves are quite loose which allows me to roll  them up if I want. I chose this cut because: 1. It is much faster and I’m quite impatient 2. That was a part of experiment what a shirt in different shape would look like. 3. Why shall I stick to conventional cut?

I have already worn this shirt a couple of times to work and I have to say that my satisfaction is very high. It is unique and looks very elegant with a suit… I’m pretty sure that there will be more shirts in different cut…

Burgundy rules!

Polish: Tym razem przedstawiam sweter, który powstał już jakiś czas temu. Bardzo szybko stał się moim ulubionym swetrem na jesienną pogodę i niepogodę. Uszyłam go z bordowo – białej bukli. Chyba mam słabość do koloru bordowego, bo to nie pierwsza rzecz w tym kolorze prezentowana na moim blogu i z całą pewnością nie ostatnia. Sweter wykończyłam bordowym aksamitem. Tym razem guziki nie są własnego wypieku – metalowe wielkie półkola zakupione w najbliższej pasmenterii… Sweter jest nieco oversize, zwłaszcza rękawy. Są długie, szyte z prostokąta z podwinięciem na końcu. Chyba właśnie te rękawy najbardziej w nim lubię. Oczywiście szyłam bez wykroju. Pomysł był mój i na krój, i na łączenie z aksamitem. Pasuje do niego na przykład spódniczka, która jest bohaterką postu All I need is tweed .

English: This time I have a pleasure to present a sweater which was made already some time ago. It very quickly became my favorite sweater for autumn. It was made of burgundy and white bucle with velvet elements (collar and bottom and also some embellishments :)) This time the buttons I used are not home made. They were bought in the nearest store. The sweater is slightly oversize, in particular the sleeves. They are very long and loose – made of a rectangular pieces of fabric. Actually, I like this sweater mostly because of its sleeves. It was made with no sewing pattern. The project was 100% mine. It goes very well for example with the skirt already presented in the post All I need is tweed .